Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2008

Balon

Coraz bardziej przyśpiesza zmiana struktury społecznej. Więcej, coraz więcej jest ludzi z wyższym wykształceniem, inżynierów, magistrów, strach pomyśleć, ale doktorów i profesorów również..

Nie będą chcieli pracować jak zwykli robole, muszą mieć odpowiednią pracę za biurkiem, biały kołnierzyk, garniturek. Skoro rodzice tak pracowali , to latorośle nie mogą mieć gorzej. A jeśli rodzice pracowali fizycznie? To tym bardziej wykształcone latorośle nie będą sobie brudzić rączek.

Trzeba dla nich stworzyć nowe miejsca pracy. Różne korporacje, związki, stowarzyszenia zatrudniają najtęższe mózgi celem wymyślenia nowego stanowiska pracy, że nie potrzebne, no to co? Córeczka, synalek po studiach musi mieć właściwą i odpowiednią pracę i płacę dla siebie.

Niby spotkałem w średnim zakładzie rzemieślniczym w Niemczech architekta który od czasu do czasu pracował razem z bracią stolarską, co prawda w rękawiczkach (i gdzie to się sprawdza, że stolarz musi wszystko sprawdzić dotykiem ręki, bo ponoć jest ślepy?), a czasem projektował meble dla tego zakładziku. Lecz czy u nas jest to do pomyślenia?

Obserwowałem pewien prywatny zakład usługowy, duży zakład. Początkowo był właściciel, dyrektor, kierownik, księgowa, oraz 11 pracowników fizycznych. Z biegiem lat zatrudnienie ulegało zmianie.

Doszedł prezes, jeszcze jeden kierownik, dwóch brygadzistów i dwie paniusie do księgowości.

Wszystko to znajomi króliczka. Stan pracowników fizycznych nie uległ zmianie.

Należało jakoś wygospodarować pieniądze na nowe etaty, zaczęto myśleć jak obciąć pobory fizycznym, trochę się udało, lecz niewiele.

Ceny usług rosły, tylko pracownicy fizyczni mimo upływu lat, mimo inflacji i wzrostu średniej krajowej mieli nieco mniej, część wyjechała za granicę, przyjęto młodych tym można było na wstępie dać mniejszy zarobek.

Zaznaczam przez ten czas nie było żadnych inwestycji, ani nikt takich nie planuje.

I to o zgrozo zakład prywatny, co musi się dziać w sektorze państwowym?

Obserwujemy przerost administracji państwowej, różne agencje, pośredników, rozczłonkowanie zawodów na różne specjalności, niedługo będzie specjalista od leczenia paznokcia na kciuku – ręki już nie ogarnie (gdzie do kata renesansowa wszechstronność, widzenie całości?) pełno ubezpieczycieli, banki, (w USA konieczność korzystania z usług prawnika).

Na tą całą zgraję pasożytów musi zapracować kurcząca się ilość pracowników fizycznych w rzemiośle, przemyśle, rolnictwie.

Postęp technologiczny zezwala na takie ograniczenia, jednak jak do tego się ma zarobek tych ludzi? A szczególnie w Polsce.

O wyrównanie wysokości zarobków do zachodnich dopominają się sędziowie, lekarze, wiele innych zawodów, a gdzie w tym wszystkim jest ten co ich utrzymuje? Zwykły głupi robol?

Kiedyś w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku trafił się kuriozalny przypadek, że 1 słownie jeden pracownik fizyczny, kowal, dźwigał na swoim grzbiecie 12 umysłowych, była to jakaś spółdzielnia.

Nawet w komunie trafiła ta spółdzielnia na ekrany TV i została wyśmiana.

Czy teraz też dążymy w tym kierunku?

Kiedy ten balon zostanie przekłuty i kto tego dokona? Ten dopiero słusznie odbierze Nobla z dziedziny ekonomii.



wtorek, 21 października 2008

Polska

Polska to najszczęśliwszy kraj pod słońcem. Położenie geograficzne zapewnia nam pełne bezpieczeństwo, wkoło potężne góry – nie do przebycia, każdy sąsiad naszym przyjacielem.

Ze względu na olbrzymie zasoby bogactw naturalnych takich jak ropa naftowa, gaz, węgiel, uran jesteśmy w pełni samowystarczalni.

Nasza gospodarka jest wzorem dla innych państw, pierwsze miejsce w świecie to jest coś!

Choć nie musimy, ale stać nas na potężną armię, więc mamy ponad milion dobrze wyszkolonego żołnierza, najnowocześniejsze środki walki, a rakiet balistycznych z głowicami nuklearnymi tyle, że możemy nimi glob ziemski tak nafaszerować jak keks rodzynkami.

Każdy z nas jest szczerym patriotą, zna historię, jest wzorem cnót obywatelskich, ojczyzny nie zdradzi.

Nikt nigdy nas nie najeżdżał i nigdy nie byliśmy robakiem pod obcym butem.

Piszę coś nie tak? Coś się nie zgadza z historią, rzeczywistością?

No to popatrzmy na zachowanie kolejnych rządów, niby coś robią celem zachowania naszej niepodległości, jednak nigdy do końca, ot tak pół na pół.

Przystępujemy do UE i NATO, lecz czy likwidujemy agentów obcego wywiadu, czy czyścimy WSI z pracowników GRU? Trochę rozpoczął taką pracę rząd PiS, nie zdążył. Pisze na ten temat profesor

Jerzy Urbanowicz - http://www.blogmedia24.pl/node/3945 warto przeczytać.

Obecnie zmniejszamy liczebność armii do wielkości humorystycznej, mało, obserwowałem w pewnej jednostce jak pętali się ochraniarze z kałasznikowami, spytany żołnierz o to co tam robią odparł, że pilnują magazynów z bronią! Sic! Mamy 200 tysięczną armię ochraniarzy w rękach byłych SB i WP w ilości 100 tysięcy. Wikt dla wojska również zapewnia katering, cywile dowożą jedzenie do koszar. Będzie zależało jedynie od dobrej woli ochrony, czy jednostki wyjdą uzbrojone i nakarmione na front.

Czy tak jest we wszystkich jednostkach? Jeśli tak to nikt nas nie broni, NATO również nie będzie, bo niby z jakiej racji? Przecież powinniśmy wnieść jakiś własny wkład w naszą obronę.

Sprawa sąsiadów również identyczna. Nie da się tak, że Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek.

Trzeba się na coś zdecydować. Albo Rosja, albo Niemcy. Znajdujemy się pomiędzy tymi dwiema potęgami, i jedna i druga ma na nas ochotę. Zacznijmy od wschodu, nigdy Rosja nie była nam przyjacielem, ani wzorem. Część Polski pod okupacją rosyjską to była nędza i całkowite zacofanie.

Czego przeciwieństwem był zabór pruski, ta część Polski była dobrze sytuowana i prawidłowo się rozwijała, oczywiście raju nie było, niewola to niewola.

Obrazuje to nawet pochodzenie nazwiska Rusek, Rusak pochodzi od Rosji, ale nie państwa..

Takie nazwiska przypadały tym co nie mieli dobrej opinii, byli gburami, bandytami, świadczy to o niezmienności tej nacji, bo czy tak wiele się zmieniło? Gospodarka Rosji proporcjonalnie do możliwości tego giganta jest żadna. To taki sąsiad bandyta z kijem bejsbolowym który omija pracę lecz nie trunki wyskokowe. Rozwija się i bytuje na „trofiejnym”, w tym kierunku jest bardzo przedsiębiorczy i pomysłowy.

Więc chyba jednak nie.

Jeszcze Ukraina – długie lata żyliśmy wspólnie, tak z jednej jak i drugiej strony były popełniane grzeszki i ciężkie grzechy. Teraz jest państwem niepodległym, szarpiącym się pomiędzy pazerną Rosją i zachodem. Przy odpowiedniej polityce może zostać naszym bardzo cennym przyjacielem,

lecz czy potrafimy o to zabiegać? Potrafimy wybaczyć? Powinniśmy, to dla naszego wspólnego dobra.

Niemcy, obecnie znowu potęga, gospodarcza, militarna, są zdolne do olbrzymiego wysiłku – doprowadzenie byłego NRD do standardów zachodnich mówi wiele.

Między nami na przestrzeni wieków było różnie, były jednak i dobre chwile (pisali nam nawet piosenki - „tysiąc walecznych”), może warto je powtórzyć. Obecnie są naszym sojusznikiem, pół na pół.

Już raz popełniliśmy błąd, błąd za który płacimy do dzisiaj. W 1939 roku zamiast liczyć na pomoc Francji, Anglii, wierzyć Rosjanom w pakt o nieagresji, trzeba było razem z Niemcami wybrać się na wschód. Nie ponieślibyśmy tak olbrzymich strat w ludziach, majątku, świat dzisiaj byłby zupełnie inny, niestety zaważyła na naszej decyzji głupota polityczna.

Ciągle prasa, wszyscy, ciągną propagandę sowiecką bez końca, jacy to Niemcy źli, my jesteśmy lepsi i mądrzejsi, nawet wędliny mają do luftu!

Po roku 1989 często jeździłem do Niemiec, bywałem w wielu miastach, wioskach, wielu domach na terenie RFN. Nigdy nie spotkałem się z niechęcią Niemiec do nas, w wielu domach jadłem, spałem i byłem przyjmowany z otwartymi rękami.

Niemcy wspomagali nas, dostarczali dary do domów dziecka, może ktoś się postara zebrać i opisać ich czyny charytatywne?

A my? Chamstwo na drogach, bufonada, kradzieże samochodów, kradzieże w sklepach, rozboje, „porywanie” worków z odzieżą dla PCK w nocy sprzed domów i wiele innych świństw i to będąc w gościnie.

Czy nasze państwo starało się temu zapobiec? Nie, a mogło i to bardzo łatwo, obowiązywały wtedy jeszcze paszporty, można było je odebrać. Widocznie komuś jednak zależało na psuciu stosunków pomiędzy naszymi państwami.

Na Warmii i Mazurach panowała sielanka, Niemcy przyjeżdżali, to byli nasi przyjaciele, oczywiście zostawiali marki. Tu też postaraliśmy się przerwać taki stan, poszło łatwo, kradzieże, napady.

Teraz ziomkostwa niemieckie występują o zwrot mienia, tym niech się martwi rząd, musi oddalić te roszczenia – to też nakręcanie spirali nienawiści.

Czy ktoś się zastanowił dlaczego tak jest? Kto zyskuje na podsycaniu w nieskończoność antagonizmów pomiędzy nami?

Pozostaje otrzeźwienie i przynajmniej my przestańmy bić pianę na temat złych Niemców.

Może uda się odbudować dobre stosunki od podstaw, od szarego obywatela.

Chyba, że prawdą jest to co napisałem w kilku pierwszych zdaniach, jak tak, to przyjaciele nie są nam potrzebni, a z wrogami poradzimy sobie sami.




niedziela, 19 października 2008

Wpływ główkowania

Czy gra w piłkę nożną na podwórku, pomiędzy śmietnikami może wpływać na intelekt?

Patrząc na drobiących nóżkami zawodników można by pomyśleć, że to jakiś z rodziny ptaków, tym też się tak trafia, zwłaszcza w okresie godowym, a jak wiemy te nie grzeszą zbyt wielkim pomyślunkiem, szczególnie w amoku w jakim znajdują się w tym okresie. Takie drobienie nóżkami nie jest obce również dzieciom w chwili wielkiego parcia na pęcherz.

Lecz nie to jest najgorsze. Takie odbijanie piłki głową, to dopiero może mieć wpływ na pracę mózgu. Ciągłe wstrząsy, raz pionowo, innym razem nieco z boku, cały mózg faluje, rwą się łącza pomiędzy poszczególnymi komórkami, a krew raz zalewa mózgowie, innym razem nie dochodzi do wszystkich części mózgu. Po prostu straszne!

Przy większej ilości takich główek można zaobserwować wytrzeszcz gałek ocznych, jednak taki wytrzeszcz może być spowodowany również chorobą tarczycy.

Jak wiemy taka choroba wpływa na zachowanie emocjonalne chorego, może to bardzo źle wróżyć jego działalności najgorsze, że otoczenie na tym traci.

Niech nikt nie opowiada, że to jest bez znaczenia na pomyślunek takiego osobnika.

Co kilka dni wstecz mogliśmy obserwować w światku politycznym.

piątek, 19 września 2008

Sprawiedliwość dziejowa

Jak to różnie można pojmować sprawiedliwość dziejową.

Komu się należy? Czy tym co na skutek jakichś zawirowań dziejowych stracili, a może tym co zyskali kosztem tracących?

Okazuje się, że tym co zyskali. Podzielił się taką wiedzą w TV pan Napieralski.

Powiedział to w związku z planem PO zmniejszenia budżetu na IPN, był bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy, uznał to za cytuję: „sprawiedliwość dziejową”!

Bo niby z jakiej racji „żołnierze polityczni IPN” mają doszukiwać się niecnych sprawek SB – ków i ich piesków TW?

Również całkiem zbyteczne widzi się Napieralskiemu rozjaśnianie przez IPN białych plam w naszej historii najnowszej.

Ogólnie to jest za likwidacją IPN, cóż ja się nie dziwię.

Wszak SLD to nieboszczka PZPR, w tym problem, że nie do końca nieboszczka, bo tak jak Feniks

odrodziła się dzięki naszemu ogłupiałemu społeczeństwu.

Nie na rękę jest tym co przejęli majątek narodowy, żeby wyszło na światło dzienne kim byli przed dwudziestu laty. Dlaczego im udało się ukraść pierwszy milion i nie tylko pierwszy, a inni muszą wegetować za kilkaset złotych miesięcznie.

Brawo panie Napieralski, czekamy jeszcze na podróż do Moskwy i poproszenie o bratnią pomoc.

Uzyska Pan na pewno pomoc od PO, może dadzą na bilet?

Zaoszczędzą na IPN, będą mieli z czego wspomóc taką delegację.

niedziela, 14 września 2008

Członkowie PZPR

Za PRL partia wiodąca – PZPR, szczyciła się wielką ilością członków.

Tylko czy faktycznie było się czym chwalić? Tych co należeli do PZPR można podzielić na kilka grup.

Tacy co ochoczo wstępowali w jej szeregi z powodu przekonań, było niewielu.

Pochodzili najczęściej z rodzin które ledwo radziły sobie w dwudziestoleciu międzywojennym, dla nich był to awans społeczny, dla partii nie tak znowu cenny nabytek.

Co prawda donosili (jak mieli co) swoim zwierzchnikom i byli całkowicie dyspozycyjni.

Przykładem prokuratorzy z awansu, prawie analfabeci, którym częstokroć urzędnicy pomagali pisać pisma, lub w ogóle za nich to robili.

Byli traktowani na równi z pożytecznymi idiotami.

Nie tylko oni ochoczo wstępowali do PZPR, następna grupa to inteligenci, ci nie mieli zamiaru tracić swojego statusu, byli zdolni do każdego świństwa w imię swoich korzyści.

Wykształceni, potrafili manipulować nie tylko najbliższym otoczeniem, to tacy Ketmani i im podobni.

Zdolniejsi z nich byli na różnych etatach w komitetach, szkołach, milicji, SB, wojsku, urzędach wojewódzkich i centralnych, placówkach dyplomatycznych.

Pochodzenie było bardzo różne, od chłopskiego do hrabiowskiego – to wielki wstyd!

Była jeszcze bardzo nieliczna grupa ideowców, bardzo nieliczna, więc właściwie nie warto o nich wspominać.

To byłby koniec takich członków na których partia mogła liczyć. Nie było ich znowu tak wielu, to była znacząca mniejszość.

Reszta to nabytek z łapanek. Tak, tak, nie były to łapanki do bud, ale jednak łapanki.

Wszyscy co stanowili sobą jakąś wartość, dobry majster, kierownik, pracownik, byli cenni dla PZPR. Jak partia upatrzyła sobie takiego kandydata, dotąd go nachodzono, dotąd namawiano do wstąpienie w szeregi PZPR, aż dał się namówić. Ustępował z wielu powodów, obawa o pracę, dla świętego spokoju, albo miał już dość nachodzenia – to potrafiło trwać latami! Pożytek z niego był żaden, ale sztuka była i statystyka wychodziła bardzo dobrze. Tych było najwięcej.

Dzisiaj można powiedzieć, że nie powinni, lecz wtedy?

Wtedy nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że kiedyś wyrwiemy się z tego obłędu i Rosyjskiej kurateli, no może kiedyś, jak dojdzie do III wojny światowej, a i to wątpliwe.

Czy to ich usprawiedliwia? Nie, za głupotę i brak wiary też się odpowiada.

Jak się okazało nie wolno tracić wiary w zmianę losu na lepszy.

Najgorzej z werbunkiem szło partii w środowisku robotniczym, nasz robotnik był wyjątkowo oporny! O pracę się nie obawiał, jeśli zbyt długo i natarczywie go zmuszano do wstąpienia w szeregi PZPR potrafił rzucić mięsem i odesłać namawiającego do wszystkich diabłów.

Partia bardzo cierpiała z tego powodu, taka niewdzięczność, no i statystyka była do kitu.

Niby Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, a tu masz, robotników w szeregach jak na lekarstwo!





poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Doczekamy?

Sądząc po zachowaniu towarzyszy z SLD można odnieść wrażenie, że obronność naszych granic po porozumieniu w sprawie tarczy, ogromnie wzrosła.

Ich histeryczne wypowiedzi, rozbiegane oczka, szczególnie u jednego z profesorów widoczny niemal obłęd, świadczą o oddaleniu zagrożenia ze strony Rosji.

Jednak sama zgoda na budowę tarczy nie wydaje mi się aż tak groźna dla zamiarów Rosji, przecież do finału jeszcze kilka lat, jeszcze można sprawę odwinąć, musiało zajść coś jeszcze.

Może nie wywiązali się z zobowiązań złożonych Moskwie, a jak wiadomo Moskwa nie puszcza płazem jeśli ktoś nie wykona och rozkazu.

Od zmian ustrojowych upłynęło 20 lat, więc jak to możliwe, że na polskich salonach politycznych w dalszym ciągu brylują zasłużeni dla wschodniego sąsiada i PRL towarzysze Iwiński, Szmajdziński, Kalisz, Kwaśniewski, Borowski, Miller i wielu wielu innych wraz z ich młodymi następcami Napieralski, Olejniczak?

Dlaczego w dalszym ciągu mogą kłamliwie przedstawiać wiele spraw, dlaczego wspierają swoimi wypowiedziami naszego wieloletniego ciemiężcę, państwo które nigdy nie było nam przychylne?

Kto wreszcie zdecyduje się na delegalizację partii wrogiej naszej racji stanu, partii w prostej linii wywodzącej się z PZPR?

Może już czas odstawić ich na śmietnik historii?

niedziela, 10 sierpnia 2008

Równamy do dołu?

Taką oto wiadomość przeczytałem; http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5569671,18_letnia_lekkoatletka_pobita_za_to__ze__dobrze_sie.html


Zaczyna być coraz ciekawiej, osiemnastolatka ośmieliła się wyłamać z coraz powszechniejszego chamstwa i rozpasania, najgorsze to, że - „dobrze się prowadziła”!

Młodzi z Targówka postanowili przywołać ją do ogólnie panującego porządku, najlepiej laniem w publicznym miejscu, miała dużo szczęścia, że w publicznym, bo co mogłoby ją spotkać gdzieś, gdzie nikt by zdarzenia nie widział i nie powiadomił policji?

wtorek, 5 sierpnia 2008

Tuskoty



Czytam, a tu słoneczko Peru z poświęceniem pieniędzy państwowych uratował chorego kotka, pieniądze były moje i czytających to internetowiczów (z podatków moi mili, z podatków!).


„Dzikiego i wyraźnie chorego kota w Kancelarii Premiera znaleźli współpracownicy Donalda Tuska. „


Najciekawsze, że kotek mieszkał w Kancelarii Premiera i tu rodzi się pytanie, kto do jasnej cholery dopuścił do zdziczenia, zagłodzenia i choroby kotka jak nie lokatorzy Kancelarii Premiera?


Dlaczego zasługę uratowania kota przypisuje się premierowi a nie współpracownikom?


A może wpierw zagłodzono kota i doprowadzono do choroby (mszcząc się w ten sposób na miłośnikach kotów), by potem przysporzyć sobie chwały swoim miłosierdziem?

niedziela, 3 sierpnia 2008

P-stapelia-O


Czy kwiat może wyglądem, zapachem, przywoływać jakieś polityczne skojarzenia.

Okazuje się, że może.

Ot weźmy taką stapelię, płatki ma ostro zakończone, jest ich pięć, przypomina gwiazdę pięcioramienną. Kolor taki jakiś dziwny, ni to żółty ni ryży, są też odmiany czerwone. Z taką gwiazdą mieliśmy do czynienia wiele lat. Preferuje glebę żyzną, zawsze to lepiej można się na takiej odpaść.

Wygląd też jest podejrzany, niby ładny, jednak jak mu się dobrze przyjrzeć to widać, że ma w sobie coś drapieżnego, fałszywego i obrzydliwego.

To spostrzeżenie okazuje się prawdziwe, jego woń przypomina jedzonko much, te gromadnie lecą, niestety jedzenia brak. Zostały szpetnie oszukane, zachowały się tak jak podczas ostatnich wyborów nasi młodzi wyborcy. Zostały użyte do odpasienia i rozmnożenia oszukańca. A jaka to woń? Ano odór padliny. Nie wszyscy taki zapaszek lubią, ale jak widzimy są takie jednostki.

I tak to nasz kwiatek wypisz wymaluj może być herbem Pzero.